poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Epilog

Rozdział z dedykacją dla wszystkich wiernych czytelników :*

            Niespokojnie obracałam komórkę w dłoni. Bawiłam się nią i czekałam. Nie dostałam żadnej odpowiedzi. Może wciąż był zły. Nie znałam go długo, ale wiedziałam, że Itachi był skryty, nieprzewidywalny i opiekuńczy. Zaskakiwał mnie swoim zachowaniem. Wczoraj było tak samo. Nie spodziewałam się, że może mi zrobić awanturę.
Wstałam z kanapy i poszłam do sypialni. Położyłam się na łóżku. Skuliłam się mocno, zamykając oczy. Chciałam zasnąć, potrzebowałam snu. Gdy już wydawało mi się, że zasnęłam, ktoś zadzwonił do drzwi. Zerwałam się z łóżka jak oparzona, w głowie mając tylko jedną myśl: Itachi. Nie pomyliłam się. Stał przede mną trochę przestraszony i zmieszany. Uśmiechnęłam się w duchu, choć powodów do radości nie miałam. Gestem ręki zaprosiłam go do środka. Poszedł do salonu, a ja za nim. Stanęłam kilka kroków od niego, a wzrok wlepiłam w ścianę za jego plecami. Atmosfera mimo wszystko była dość napięta.
— Powiesz mi co się stało? — zapytał szybko, ale wyczułam w jego głosie coś więcej  niż obojętność.
Nic nie odpowiedziałam. Stałam tak jeszcze chwile, aż poczułam, jak łzy napływają mi do oczu. Podeszłam do niego i skryłam twarz w torsie. Objął mnie delikatnie, pozwalając tym samym poczuć się bezpiecznie. Nie wiedziałam, jak mam mu to powiedzieć.
— Sakura nie znam cię długo, ale nigdy tak się nie zachowywałaś. Powiedz, co się dzieje — mówił powoli, a jego głos był ciepły.
— Byłam dziś u lekarza — zaczęłam w przypływie odwagi, ale ona szybko ze mnie uleciała. Łzy nie przestawały płynąć. Zaczynałam mieć ich dosyć, a właściwie to miałam dosyć siebie. Na zewnątrz byłam silna, nieugięta, a w środku pozostawałam kruchą i delikatną skałą. Wzięłam głęboki oddech. — Mam raka — wykrztusiłam.
Poczułam jak mięśnie Itachi'ego się napinają. Niemal wyczułam jego zaskoczenie. Zacisnął mocniej ręce na moich ramionach tak, że przez chwile poczułam ból. Po chwili nieco się rozluźnił. Zaskoczyło mnie, że nic nie mówił. Nie doczekałam się słów. Coś mokrego spadło na moje włosy. Łzy? Niemożliwe.
— Itachi?
— Przepraszam. Nie powinienem wczoraj tak na ciebie nakrzyczeć.— Głos mu drżał.
— Ale gdybyś tego nie zrobił nie poszłabym do lekarza...
— I co dalej? — zapytał cicho.
— A co ma być?
— Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że ...?
— Właśnie chcę. Nie, nie wiem.
            Łzy przestały już płynąć z moich oczu. Czułam się dużo lżejsza, ale było coś. co wciąż trzymało mnie na uwięzi, przywoływało do stanu trzeźwości. Coś, a właściwie ktoś, kto nie pozwalał mi przeminąć z wiatrem.
— Poddajesz się?
— Chyba tak.
— Nie sądziłem, że będziesz w stanie zrobić coś tak głupiego.
Odepchnęłam go od siebie i spojrzałam w jego tęczówki. Był trochę zdezorientowany. Na policzku zauważyłam ledwo widoczny ślad po łzach. Nie znał mnie aż tak dobrze, jak bym chciała. Nie rozumiał, że jestem tylko skałą bez oparcia.
— Wszystkim się wydaje, że jestem silna i na wszystko potrafię znaleźć rozwiązanie — mówiłam powoli — ale prawda jest inna. Wiesz co by było, gdybym pozwolił swoim emocjom nad sobą zapanować? Ja też nie. Już w gimnazjum zrozumiałam, że nie mogę być prawdziwą sobą, bo mnie zniszczą. Jestem wrażliwa. Jedna zła ocena to był kolejny powód do użalania się. Coś mi nie wyszło i już miałam powód do płaczu. Na zewnątrz byłam silna i opanowana i tylko dzięki temu sama zaszłam aż tak daleko. Nie pozwalałam moim wewnętrznym uczuciom dojść do głosu. Wybrałam samotność, a… Potem pojawiasz się ty i burzysz cały mój poukładany świat. — Zakończyłam z wyrzutem.
— Być dobrym aktorem na scenie życia to prawdziwy talent — powiedział po chwili. — Znam się na trochę na ludziach. Mógłbym ich podzielić na tysiąc kategorii i grup, ale ty od początku do żadnej nie pasowałaś. Byłaś inna. Nigdy nie potrafiłem cię do końca rozgryźć.
— Może nigdy nie próbowałeś?
— Może. Sam już nie wiem. — Uśmiechnął się, ale zaraz spoważniał. — Sakura, jeśli nie dla siebie to zrób to chociaż dla mnie. Wiem, że możesz być zdrowa. Ja to czuję. — Zmniejszył odległość jaka nas dzieliła. — Proszę cię. Błagam.
— Itachi, ja...
Nie pozwolił mi dokończyć. Musnął lekko moje usta, by po chwili pogłębić pocałunek. Mimowolnie go odwzajemniłam. Ręce zawiesiłam na jego szyi. Gdy uwolniłam swoje usta z jeg,o podniosłam lekko głowę by spojrzeć mu w oczy. Widziałam w nich smutek. Naprawdę mu na mnie zależało, a ja tak po prostu chciałam się poddać? Byłam taka egoistyczna.
— Sakura, zgódź się. Błagam cie.
— Dobrze. — W końcu uległam. — Zrobię to tylko i wyłącznie dla ciebie. Bo ja już nie wierze, że raka da się wyleczyć. Gdy byłam nastolatką, moja Babcia zmarła na raka
— Już nie długo uwierzysz — powiedział, po czym na chwilę się zamyślił. — Mamy dużo do zrobienia. Trzeba złożyć rezygnacje, załatwić wizy... — zaczął wyliczać.
— Zaraz, zaraz — spanikowałam. — Jakie wizy? Jaką rezygnację?
— Może usiądziemy? — zaproponował. 
 Przeszliśmy do salonu. Usiadłam na kanapie, a Itachi kucnął przed mną i chwycił za ręce. Jeszcze trochę i dostanę zawału, pomyślałam.
— Nie chcę zię stracić. Znam lekarza, który zajmuję się leczeniem tego typu nowotworów. Jest specjalistą na światowym poziomie. Wierzę, że może ci pomóc. Jedyny problem jest taki, że John mieszka w Londynie.
— W Londynie? — W głowie miałam mętlik myśli.  — A zespół?  A twoja siostra?
— Rozmawiałem już z ojcem, zajął się wszystkim. Chce zrobić badania DNA, jeśli tylko opiekunowie Inori się zgodzą. Istnieją duże szanse, że to ona. Sprawdziłem papiery w szkole i okazało się, iż jest adoptowana. Co do Akatsuki to już od jakiegoś czasu planowałem odejść. Zespół miał być tylko przykrywka, ale szczerze mówiąc, szkoda mi go rozbijać, więc znalazłem kogoś na moje miejsce.
— Kogo?
— Sasuke — odpowiedział. — On też świetnie śpiewa — dodał, widząc moje zdziwienie.
— Czyli tak po prostu chcesz to wszystko zostawić?
— Czasami trzeba podejmować spontaniczne decyzje. — Uśmiechnął się, ale zaraz spoważniał. — W Japonii nie ma świetnych lekarzy. Wiem to z doświadczenia, ale jeśli nie chcesz wyjeżdżać...
— Wszystko mi jedno. — Przerwałam mu.  — Wystarczy, że ty jesteś obok.
Itachi chciał coś powiedzieć, ale zadzwonił jego telefon. Spojrzał na wyświetlacz, a ja kątem oka zauważyłam, że dzwoni Fugaku. Odebrał natychmiast. Rozmawiali  już dłuższą chwilę, więc żeby się nie nudzić, wymknęłam się do kuchni i zajęłam robieniem herbaty. Po chwili przyszedł Itachi. Podałam mu kubek i usiedliśmy naprzeciwko siebie przy stole. Wzięłam łyk napoju i czekałam, aż coś powie.
— Tata już rozmawiał z opiekunami Inori. Zgodzili się na badania — powiedział.
— Ona już wie?
— Niedługo się dowie.
— Nie powinieneś tam być? Jesteś jej bratem.
— Teraz ty jesteś najważniejsza — wyznał. — Bierzmu się do prac.
Po jakiejś godzinie nasze zwolnienia z pracy były już gotowe. Ja mam wolne do końca tygodnia, więc nie będzie dużego problemu. Itachi jutro odda papiery, ale będzie musiał jeszcze trochę popracować. W środku roku trudno znaleźć nauczycieli na zastępstwo.
W internecie znaleźliśmy stronę internetowa kliniki, w której leczy doktor John Spark. Itachi od razu się z nim skontaktował. Możemy przyjechać, kiedy tylko chcemy, choć jak zaznaczył liczy się czas. Zdecydowaliśmy, że wyjedziemy za trzy tygodnie. Do tego czasu zdążymy poznać wyniki badań DNA.
Słońce powoli zaczęło chylić się ku zachodowi, choć nie mogłam być tego pewna, ponieważ chmury szczelnie zasłaniały niebo. Domyśliłam się tego po godzinie, którą wskazywał zegar. Siedziałam na kanapie. Brunet obejmował mnie ramieniem, a głowę miałam opartą na jego torsie. Trwaliśmy tak w ciszy dobre parę minut. Wsłuchiwałam się w jego miarowy oddech z przymkniętymi powiekami. Czułam się bezpiecznie. Przy nim przyszłość wydawała się błahostką. Nawet kolejny pomysł mojego ojca nie wydawał się straszny.
— Mogę cię o coś zapytać? — odezwał się, przerywając ciszę.
— Um — mruknęłam, podnosząc powieki. Przed nosem zauważyłam coś małego i błyszczącego.  

kilkanaście lat wcześniej

Świat jest podły! Dosłownie. I nie chodzi tu o to, że to ludzie czynią ten świat podłym, tylko o to, że oni żyją w tym podłym świecie i nie starają się go zmienić. Błąd! Nie starają się zmienić swojego zachowania, by uczynić świat lepszym.
Skoro oni nie zamierzają nic z tym robić, to ja wyjdę im na przekór. Zmienię swój mały świat, a potem znajdę swojego księcia i zaproszę go do środka. Wystarczy tylko uwierzyć, prawda Babciu? Nie wiem czy Ty wierzyłaś, że pokonasz raka…
Zmienię się. Zacznę żyć bez różowych okularów dla Ciebie. 


Może to głupie, że zaczynam pisać pamiętnik, ale co innego mi zostało? Tak, mój nowy przyjacielu, ja Itachi Uchiha nie mam już nic, co by trzymało mnie na tym świecie. Kiedyś miałem Shiori.
Pewnie zastanawiasz się, o kim ja tak piszę? Nie znasz tej historii, więc będę ci ją musiał wytłumaczyć, choć łatwe to to nie będzie.  Zakochałem się. Nie w byle kim. W najpiękniejszej dziewczynie świata. Zaczęło się zimą, po feriach, kiedy to jako przewodniczący szkoły musiałem oprowadzić nową uczennicę – drugoklasistkę. Czekałem na nią pod jej klasą. Od razu ją rozpoznałem. Miała złociste włosy do ramion i piękne, szare oczy. Smutne oczy. Oprowadziłem dziewczynę i po sprawie. Tak myślałem. W pamięci utknęło mi jednak jej smutna spojrzenie. Nawet nie wiem kiedy, zacząłem zastanawiać się jak sprawić, by się uśmiechnęła. Nie miałem konkretnego pomysłu, więc po prostu zapytałem. Odpowiedziała, że to przez innych ludzi. Nie zrozumiałem. Zaczęliśmy się spotykać, aż w końcu zostaliśmy parą. Rodzice nie mieli nic przeciwko pod warunkiem, że nie zawalę egzaminów końcowych.
Po miesiącu przestała pojawiać się w szkole. Poszedłem do niej. 
Powiedziała dlaczego. Rak. 
Załamałem się, ale musiałem być silny. Dla niej. Była moją miłością.
Ale one nie chciała walczyć. Czekała na śmierć, która powoli mi ją odbierała. To była jej decyzja. Nie dała się przekonać rodzicom, ani mnie. Z każdym dniem było coraz gorzej, aż w końcu zgasła. Odeszła.
Załamałem się. 
Prawie zawaliłem egzaminy.
Później zrozumiałem, dlaczego jej oczy były smutne i nie chciała walczyć.
Nazywam się Itachi Uchiha i przysięgam, że już nigdy nie pozwolę nikomu poddać się bez walki.
                
kilka lat później

— Skoro już jesteście w domu, to mam zamiar wam coś oznajmić. Usiądźcie sobie na kanapie. — Inori rzekła tonem nie oczekującym sprzeciwu. — Słuchaj uważnie braciszku, bo nie będę powtarzać
— Jasne —mruknął Itachi.
— Ciebie to też się tyczy Sakura — dodała, patrząc na mnie.
       Uśmiechnęłam się, spoglądając spod przymrużonych powiek na maleństwo, które trzymałam na rękach. Chłopiec. Był tak bardzo podobny do Itachi'ego. Te same czarne oczy, czarne włosy, podobne rysy twarzy. Nie mogłam uwierzyć, że mamy dziecko. Przez te cztery lata wszystko działo się tak szybko i niespodziewanie. Wyjazd do Anglii, leczenie, powrót na ślub Sasuke i Ino, znowu Anglia, ślub Mateo. Tak, zdecydowanie ślub mojego brata był największą niespodzianką. Potem tata poszedł na leczenie do psychiatry, mama miała zawał.... Działo się naprawdę dużo. Gdy w końcu wróciliśmy do Japonii po trzech latach, Itachi przejął firmę ojca Uchiha Corporaction. 
—  ... tak więc, co o tym sądzisz Sakura? — zapytała mnie Inori.
— O czym?
—  Nie słuchałaś mnie!
            — Ciszej — skarcił ją mężczyzna.
— Sorki — -mruknęła. — Powtórzę jeszcze raz. Zamierzam zostać opiekunką do dzieci, a żeby mieć jakieś doświadczenie postanowiłam, że będę się od czasu do czasu zajmować ... Jak ma na imię mój bratanek?
— Jeszcze nie zdecydowaliśmy — powiedziałam.
— W każdym razie będę się nim zajmować.-zakończyła.
— Nie ma mowy. Znając ciebie, za nic nie powierzę ci mojego dziecka — rzekł Itachi.
— Czemu? Jesteś beznadziejnym bratem. Idę do Sasuke. On na pewno pozwoli mi się zająć Hotaru.
— Szczerze w to wątpię.
— Twój problem — rzekła i po chwili już jej nie było.
            Zapomniałam, dodać, że Sasuke i Ino tez mają dziecko.
— I znów zostaliśmy sami — podsumował Itachi.
— Może już czas wybrać maleństwu imię.
            — Chyba najwyższa pora… Myślałem o…
            — Hm? No powiedz — ponagliłam go.
— Sai.
— Brzmi bardzo ładnie. — Spojrzałam na niego czule. Spełnienie marzeń to trudna rzecz, ale zdecydowanie się opłaca. Musnęłam delikatnie jego usta, powoli pogłębiając pocałunek.
— Ciekawe czy Sai chciałby mieć rodzeństwo? — mruknął mi do ucha.



***

Witajcie! 
Z pewnością każdy zauważył, że większą część epilogu stanowił poprzedni rozdział. Tak wyszło. Patrząc prawdzie w oczy już jakiś czas temu straciłam glowę do tego bloga. W te wakacje wprawdzie napisałam trzy kolejne rozdziały, ale... ale to nie było cos co chciałam Wam pokazać. Nie były one idealne, a i pomysł wydał mi sie głupi.
Skończyło się jak się skończylo. :) Jestem, jednak zadowolona, że w pewnym stopniu udało mi sie zakończyć tan blog, a nie pozostawić w zawieszeniu jak mój pierwszy. 
Cieszę się, że tyle osób wchodziło tu i czekało. Dziękuję Wam za to! Pisanie dla innych to sama przyjemność, ale zapomniałam, że powinnam też to robić dla siebie.
Z pewnością nie jest to moje oficjalne pożegnanie. Nie zamierzam znikać z blogosfery. Wciąż będę aktywna. :)
Miło mi poinformować, że dostałam nominację do Liebster Blog Awards po raz trzeci. Bardzo mnie to cieszy, jednak nie zamierzam się w to bawić.
Słowem zakończenia. Dziękuję Wam za każdy komentarz, każde wejście na bloga, za krytykę i pochwały; dziękuję, że wytrwaliście do końca.
Do zobaczenia! :*


AKTUALIZACJA [sierpień 2017] : blog został poprawiony, usunęłam rażące błędy ortograficzne, stylistyczne oraz logiczne.